Strona:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu/33

Ta strona została przepisana.

Jesteście przecie szafarzami chleba i soli. Odmówcie mu ich, a sam z głodu zdechnie. Tak kazał Chrystus.
Tłum runął na kolana.
Wtedy dymisjonowany emeryt zbliżył się do księdza i błagał:
— O wielebny! to ja na alarm zaszczekałem. Zwróćcie mi order.
— Czy zwarjowałeś? oburzył się kapłan.
— Wtedy pies rzucił się na ziemię i płakał.
— A ja przez falę szczekających tłumów i psa płaczącego zwolna wchodziłem w życie...

Słuchasz mnie pani i dużemi oczyma pytasz: — A gdzież koniec powieści?
Nie będzie końca... Kiedyś, kiedyś — może... Inną opowiem ci powieść.

***

Głodny byłem od dłuższego czasu i smutny. Napisałem więc kilka humoresek. Nic łatwiejszego w świecie. Bierze się jakiś codzienny banalny temat, który nie obraża głupoty ludzkiej i ubiera się go w trywjalizm. Zupełnie jak laleczki dla dzieci — w sukienki. Z tego — śmieją się.