Strona:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu/38

Ta strona została przepisana.

Wstyd mnie ogarnął. Widząc, ja k człowiek czołga się nizko po samej ziemi i bruka ręce pyłem, sianym przez obcasy, pociągnąłem go za ramię i krzyknąłem:
— Redaktorze! fikcja... To list od praczki, grożący zemstą za nieopłacenie prania za dwie koszule...
Zmęczył się. Oczy rzucały błyskawice gniewu.
— Więc cóż to za kontredans u licha? Wtedyś pan kłamał, czy teraz?
Żal mi go było...
— Ja zawsze kłamię — odparłem — i zawsze prawdę mówię...

Słuchasz mnie pani i mówisz:
A naprawdę co było zmyśleniem, list polecający, czy praczka?
— Ani jedno, ani drugie, a może wszystko... Ale słuchaj pani! opowiem ci inną powieść.

***

Pragnąłem kobiety. Śniłem o niej po całych dniach. I nie miałem do niej żadnego dostępu. Nędza, niewidoczność moja zasłaniały mnie od niej. Dłużej już tego znieść nie mogłem...