Strona:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu/49

Ta strona została przepisana.

— Ale ja mam. Zapalisz?
— Zapalę.
Skręciliśmy... Zaczął mnie pilnie oglądać.
— Toś ty nie frajer?
— Czy ja wiem... — odrzekłem.
— No, no... Roześmiał się. Podobałeś mi się. Umiesz kraść?
— Nie, nie umiem...
— Toś głupi...
— A złapać za gardziel i wytrząchnąć guldenki? też nie?
— Nie!
— Dziwny... I kogoż żałujesz? Tych?... co?
Pokazał ręką na miasto.
— Może i tych...
Nachylił się nade mną.
— Et, psia mać! Łydki masz zajęcze i tyle. Boisz się o tę grzbiecinę.
— I to także...
Machnął ręką.
— Masz gdzie spać?
— Nie...
No to chodź!
Poszliśmy.
— Takie ci drzewa sakramenckie — za-