Strona:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu/79

Ta strona została przepisana.

z kieszeni rysunek z trupią główką i mignąłem mu przed oczami.
Aptekarz po raz pierwszy przestał się cieszyć.
— Za sto lat — mówił z rezygnacją — nie będę już jadł kolacji, lecz będę w niebie.
— Niby za te kawy z likierami? — poderwałem...
Gniew mu przyskoczył do pyska... Rzucił się na mnie z pięściami i wrzeszczał:
— Dosyć już... Tak mi za żakiet dziękujesz, niewdzięczny?
Chwyciłem ze stołu kieliszek i rozbiłem mu go na czole.
Czerwona wstęga krwi zarysowała się na pobladłej twarzy — drżał cały...
I nagle poczułem coś w rodzaju wyrzutu sumienia.
Pożałowałem rozbitego kieliszka...
Tylu aptekarzom mógł jeszcze służyć...

Ale czekaj pani, opowiem ci inną powieść.

***

Będę nieestetyczny, ale inaczej być nie może... Będę trywjalny, ale tak być musi...