Strona:M.Leblanc - Kryształowy korek.djvu/140

Ta strona została przepisana.

— W takim razie nadejdzie tu lada chwila list, albo telegram od pani Oder.
Było to nazwisko, pod którem Klarysa zameldowała się w hotelu.
— Ależ ta pani była tu przed godziną — zawołał portjer i zostawiła list dla panów w swoim pokoju. Czy służący nie wspomniał o tem?
— W takim razie proszę o klucz.
— Ależ i owszem. Ta pani wyjechała i zostawiła mieszkanie swe do rozporządzenia panów.
W dwóch skokach Arsen był już na górze w mieszkaniu Klarysy.
List leżał rzeczywiście na stole. — Arsen rozwinął go.
— Co to jest? — zawołał. — Patrzcie, list jest uszkodzony, dwa wyrazy wycięte zostały nożyczkami.
I zaczął czytać co następuje:
„Znalazłam Daubrecq’a. Spędził cały tydzień w hotelu centralnym, a dziś kazał zanieść swoje pakunki na dworzec... — tu następowało puste wycięte miejsce.
„Wiem także, że telefonował z hotelu, zamawiając sobie przedział w sypialnym wagonie, na pociąg do... — Tu znowu pustka wycięta. — Jadę oczywiście za nim. Liczę na was, że przyjedziecie tam również następnym pociągiem.

Klarysa“.

— Co się stało hrabiance? — zawołał Le Balu. — Czy straciła głowę, przysyłając nam takie listy.
— To prawda — potwierdził Goniard. — Jedzie, ale gdzie? Kiedy? I największy mędrzec nic z tego nie dojdzie. Szukaj teraz wiatru w polu.
Arsen Lupin nie rzekł nic. Fala krwi uderzyła mu do głowy, tak, że ściskał z całej siły skronie, aby mu krew nie rozsadziła mózgu. Czuł, że gorączka powraca. Postanowił sobie stłumić ją żelazną wolą i nie poddać się.
Nie chcę być chorym i nie będę nim. Zdrowie można wymusić, jeśli się ma bardzo silną wolę.