Strona:M.Leblanc - Kryształowy korek.djvu/162

Ta strona została przepisana.

go — myślimy tu, o twojej wygodzie. Poczęstowałeś mnie wtedy nożem, a jednak nie wypłacam ci się wzajemnością. Arsen nie przelewa krwi, a zresztą czemże jesteś teraz, gdyśmy ci odebrali twój korek kryształowy.
Nie masz większego znaczenia, niż wąż, któremuby wyrwano jadowite żądło, lub tygrys, pozbawiony kłów i pazurów. — No zabierajcie go teraz — rozkazał, widząc, że i Le Balu już powrócił.
— A jeśli nas kto spotka?
— No! to powiecie mu, że niesiecie kosz waszej pani, która właśnie odjeżdża.
— Ależ to szaleństwo — zawołał Klarysa — ja nie pojadę samochodem.
— To też odwiezie nas on tylko na dworzec, stamtąd pojedziemy pociągiem.
— A bilety?
— Mamy je przecie. Zamówił je dla nas agent Daubrecq’a. Przysłano je właśnie do hotelu. Podróżować będziemy jako pan i pani Daubrecq, Wszystko zostało przewidziane.
Wyruszyli wreszcie; po drodze Arsen udzielał wspólnikom swym ostatnich instrukcyj.
— Zrobicie przeciętnie 50 kilometrów na godzinę. W takim razie staniecie w Paryżu jutro, to jest w poniedziałek, o godzinie 9 wieczór. Strzeżcie go jak oka w głowie, bo mimo wszystko chciałbym go mieć pod ręką przez kilka dni jeszcze. Potem wypuścimy poczciwca na wolność.
Byli już na dworcu. Pozostawało jeszcze 5 minut do odejścia pociągu. Arsen skorzystał z tego dla wyprawienia pod adresem Maurycego Prasville następującej depeszy:

Prefektura policji w Paryżu
do rąk Maurycego Prasville.

Znalazłam człowieka i dokument. Jutro w poniedziałek o 11 godzinie przed południem.

Klarysa.