Strona:M.Leblanc - Kryształowy korek.djvu/179

Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ XII.
NA RUSZTOWANIU.

— Uratuję go! — powtarzał niezmordowanie Arsen, odwożąc Klarysę do jej mieszkania — przysięgam, że go uratuję.
Ale hrabianka nie przyjmowała żadnej pociechy, nie dawała wiary jego zapewnieniom. Siedziała odrętwiała, m ając ręce zimne jak lód, to znów wybuchała wyrzutem i skargą.
— I czemużeś pan nie zostawił mnie swemu losowi. Daubrecq by go uratował. Daubrecq musi posiadać prawdziwą listę, gdzie on jest, dlaczego nie przybył wraz z nami do Paryża?
— Przybędzie dziś jeszcze wieczorem — uspokajał ją Arsen. — Za kilka godzin będę go miał w ręku, a wtedy wymuszę od niego wyznanie, choćbym miał użyć tortury, jak nieszczęsny m argrabia Albufex.
Ale i ta nadzieja okazała się płonną. Przybywszy do mieszkania, Arsen zastał tam depeszę od Le Balu, z której dowiedział się, że małe uszkodzenie automobilu zmusiło jego wspólników do zatrzymania się w drodze. Znów więc nieprzewidziana zwłoka.
Przybędą, ale zapóźno. Z głuchą wściekłością zmiął depeszę i wsunął ją do kieszeni, nic nie mówiąc o niej Klarysie.
Ona zresztą nie pytała o nic. Za to, zaraz po wejściu do mieszkania, porwała leżące na stole dzienniki i zaczęła je czytać. Potem przycisnęła rękę do serca i runęła omdlała na ziemię.
Arsen był już przy niej.
— Achilesie! — zawołał na służącego. — Pomóż mi przenieść ją na łóżko, a potem podaj mi flaszeczkę numer czwarty, stoi tam w szafie, na drugiej półce.
Achiles spełnił zlecenie.
Arsen rozchylił wargi zemdlonej za pomocą ły-