Strona:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu/106

Ta strona została skorygowana.

myślał? Co postanowił uczynić? Kto tylko znał gwałtowność jego charakteru, mógł przypuścić jedno rozwiązanie: że rzuci się na przeciwnika i zdławi go ostatecznie.
— Cóż ty na to, mistrzu? — powtórzył Beautrelet.
Lupin pochwycił telegram, leżący na stole, podał go, i rzekł, panując nad sobą:
— Patrz, dzieciaku, czytaj.
Beautrelet spoważniał, uderzony słodyczą głosu przeciwnika, rozwinął papier, a za chwilę unosząc oczy szepnął:
— Cóż to znaczy?... Nic nie rozumiem....
— Lecz rozumiesz zapewne pierwsze słowo, — rzekł Lupin... — pierwsze słowo depeszy... to jest nazwisko miejscowości, z której jest wysłane... patrz... Cherbourg.
— Tak, tak... — bełkotał Beautrelet... — tak... rozumiem... Cherbourg... a cóż dalej?
— Dalej?... Zdaje mi się, że wiadomość dosyć zrozumiała: „Zabranie kosza dokonane... towarzysze pojechali z nim i czekają na dalsze rozporządzenia do jutra ósmej rano. Wszystko w porządku“. Czego więc nie możesz zrozumieć? Co znaczy słowo „kosz?“ Mój Boże, nie mogli przecież napisać „stary pan Beautrelet“. Nie rozumiesz w jaki sposób zamach ten został dokonany? Jakim cudem ojciec twój został wydobyty z arsenału, w którym go strzegło dwudziestu ludzi? Ależ to drobnostka. Najważniejsza, że „kosz“ wyekspedyowany. Cóż ty na to, dzieciaku?