Strona:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu/232

Ta strona została skorygowana.

W tej chwili zasłona odchyliła się.
— Dzień dobry mój kochany Beautrelet. Spóźniłeś się trochę. Śniadanie było naznaczone na dwunastą, lecz o kilka minut nie chodzi.
W czasie walki przeciw Arsenowi Lupin, Beautrelet doznał niejednej niespodzianki, i w tej ostatecznej chwili był przygotowany na niejedną, atoli to, co teraz ujrzał, przewyższało wszystkie. Uczucie, które nim owładnęło, nie było to zdziwienie, lecz osłupienie, przestrach.
Człowiek, który stał naprzeciwko niego, człowiek, którego brutalna siła wypadków zmuszała do uważania go za Arsena Lupin, człowiek ten był Valmeras. Ludwik Valmeras! właściciel zamku Aiguille. Valmeras którego prosił o pomoc przeciw Arsenowi Lupin. Valmeras! Jego towarzysz podczas wyprawy do Crozant. Valmeras! Odważny przyjaciel, który umożliwił uprowadzenie Rajmundy, raniąc lub udając, że rani, wspólnika Arsena Lupin!
— Pan... pan — jąkał Beautrelet — to pan rzeczywiście!
— Dlaczegoby nie? — wyrzekł Lupin. — Czy zdawało ci się, że mnie znasz, widząc mnie pod przebraniem księdza lub pana Massiban? Mój Boże, jeżeli się wybrało taki zawód, jak mój, trzeba umieć sobie radzić... Lecz Lupin, prawdziwy Lupin stoi przed tobą, Beautrelet. Przyjrzyj mu się doskonale, Beautrelet...