Strona:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu/32

Ta strona została skorygowana.

Był to cios, którego się Beautrelet nie spodziewał.
— Mnie widziałaś pani wczoraj, mnie?
Rajmunda na razie nic nie odrzekła, раtrzyła uporczywie na Izydora, jak gdyby chciała się utwierdzić w swem mniemaniu.
— Przechodząc przez lasek, zauważyłam wczoraj młodego człowieka wzrostu tego pana, ubrany był, jak on, miał brodę strzyżoną tak samo... i miałam to wrażenie, że starał się ukryć.
— I to ja miałem być?
— Byłoby mi trudno twierdzić stanowczo, gdyż nie przywiązywałam żadnej wagi do tego spotkania. A jednak, zdaje mi się, że widziałam pana... jeżeli zaś jest przeciwnie, dziwnem byłoby to podobieństwo.
Pan Filleul zmieszał się. Raz wywiedziony w pole przez jednego ze wspólników, pozwolił się oszukać raz drugi przez tego, który mianował się być jego kolegą? Wprawdzie zachowanie się młodzieńca mówiło za nim, lecz któż może przewidzieć?
— Cóż odpowiesz pan na to?
— Że pani ta się myli, i łatwo mi tego dowieść, wczoraj o tej godzinie byłem w Veules.
— Trzeba tę rzecz sprawdzić. W każdym razie sytuacya zmieniła się. Brygadyerze, jeden z twoich ludzi będzie towarzyszył panu.
Twarz Izydora wyrażała niezadowolenie.
— A długo to potrwa? — zapytał.
— Tak długo, aż zbierzemy wszystkie informacye.