Strona:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu/39

Ta strona została skorygowana.

— Złe warunki?
— Obrzydliwe... Komórka w oberży... i niemożliwość jakiejkolwiek opieki i starań.
— Więc któż może go uratować?
— Cud... A następnie młodość i niebywale silny organizm.
— Nie możesz nam pan nic więcej powiedzieć o swoim przygodnym pacyencie?
— Nie mogę. Najpierw przysiągłem, a po drugie dano mi dziesięć tysięcy franków na moją klinikę. Gdybym nie dotrzymał słowa, odebranoby mi tę sumę.
— Cóż znowu! Wierzysz pan w to?
— Wierzę. Wszyscy ci ludzie byli bardzo poważni.
Takie są wiadomości, których nam udzielił doktor Delattre. Wiemy także skądinąd, że szef policyi nie zdołał zaczerpnąć bliższych wiadomości, co do operacyi, której doktór dokonał, ani o człowieku, ani o tem, jakie okolice automobilem przejeżdżał. Trudną będzie więc rzeczą dojść do prawdy.
O prawdzie tej domyśliło się kilku przezorniejszych ludzi przez zbliżenie faktów, które się stały w wieczór przedtem w Ambrumesy, a które opisywane były przez wszystkie gazety. Była jakaś łączność między zniknięciem ranionego włamywacza, a uprowadzeniem sławnego chirurga.
Śledztwo bowiem wykazało słuszność domysłów. Idąc za śladami pseudo-forczpana, który uszedł na rowerze, upewniali, że dotarł do lasu d’Arques, oddalonego o kilkanaście ki-