Strona:Marcel Proust - Wpsc01 - W stronę Swanna 02.djvu/12

Ta strona została uwierzytelniona.

ściśle biorąc, jedynie tworem naszej myśli. Najmniejsza cząstka obu tych całości wydawała mi się szacowna i wyrażała ich osobliwą doskonałość; wobec nich, nim się przybyło na ich świętą ziemię, czysto materjalne drogi, pośród których znajdował się ów ideał równiny, ideał nadrzecznego pejzażu, nie były warte trudu spojrzenia, tak jak dla miłośnika sztuki dramatycznej nie są go warte uliczki sąsiadujące z teatrem. Ale o wiele większą rolę niż odległości kilometrowe grała dla mnie odległość istniejąca między dwiema partjami mózgu w których myślałem o Méséglise i o Guermantes: coś, co nietylko oddala dwie rzeczy, ale je dzieli i mieści je na różnym planie. I ta linja demarkacyjna stawała się tem wyraźniejsza, ponieważ zwyczaj nasz aby nigdy nie chodzić w dwie strony jednego dnia, ale zawsze raz w stronę Méséglise, inny raz w stronę Guermantes, zamykał je, aby tak rzec, daleko od siebie, niepoznawalne dla siebie wzajem, w szczelnych i pozbawionych komunikacji z sobą naczyniach dwóch różnych popołudni.
Kiedy się chciało iść w stronę Méséglise, wychodziło się (nie zawcześnie i nawet kiedy było pochmurno, bo przechadzka była nie długa, i nie zbyt daleka) tak jakby się szło byle gdzie, — wielką bramą od ulicy św. Ducha. Odkłanialiśmy się rusznikarzowi, wrzucaliśmy listy do skrzynki, mówiliśmy po

8