Strona:Marcel Proust - Wpsc02 - W cieniu zakwitających dziewcząt 01.djvu/130

Ta strona została uwierzytelniona.

giki i serca gdy chodzi o to aby spowodować najmniejszą odmianę, aby rozwiązać bodaj jedną z owych trudności, które później życie, nie wiadomo jak, rozwiązuje tak łatwo. Moja nowa rola przyjaciela Gilberty, mającego na nią znakomity wpływ, dawała mi obecnie te same przywileje, co gdybym, kolegując w szkole jako prymus z jakimś królewskim synem, przypadkowi temu zawdzięczał wstęp do Pałacu i audjencje w sali tronowej. Z nieskończoną dobrocią i tak jakby nie był przeciążany dostojnemi zajęciami, Swann wpuszczał mnie do swojej biblioteki i pozwalał mi całą godzinę mętnym bełkotem i wystraszonem milczeniem, przerywanem krótkiemi i bezładnemi wybuchami odwagi, odpowiadać na słowa, z których wzruszenie nie pozwalało mi zrozumieć nic a nic; pokazywał mi dzieła sztuki i książki, mogące mnie, jak sądził, zainteresować. Co do mnie, zgóry byłem przeświadczony, że przedmioty, które mi pokazuje, pięknością swoją nieskończenie przewyższają wszystko co posiada Luwr i Bibljoteka Narodowa, ale nie byłem zdolny na nie patrzeć.
W tych chwilach, kamerdyner Swanna sprawiłby mi przyjemność, każąc mi oddać sobie zegarek, szpilkę od krawata, buciki, i podpisać akt, w którym uznałbym go swoim spadkobiercą: wedle pięknego popularnego wyrażenia, którego autor — jak twórcy najsłynniejszych epopei — jest nieznany, ale które, jak one, i wbrew teorji Wolfa, z pewnością

126