Strona:Marcel Proust - Wpsc02 - W cieniu zakwitających dziewcząt 02.djvu/34

Ta strona została uwierzytelniona.

dom minionych lat, lub jakiejś tualetowej indywidualności, właściwej tej kobiecie i dającej najodmienniejszym strojom Odety wspólne familijne rysy. Czuło się, że ona się ubiera nietylko dla wygody lub dla ozdoby ciała; była spowita swoją tualetą niby delikatnem i uduchowionem dostojeństwem cywilizacji.
Kiedy Gilberty, która zazwyczaj urządzała swoje podwieczorki w dnie przyjęć matki, miało nie być w domu i kiedy tem samem mogłem się wybrać do pani Swann, zastawałem ją w którejś z pięknych sukien, czasem taftowej, albo faille, albo aksamitnej, albo crêpe de Chine, albo atlasowej, albo jedwabnej. Suknie owe, już nie puszczone jak szlafroczki, które zazwyczaj Odeta nosiła w domu, ale obmyślone jakby do wyjścia, dawały w takie popołudnie jej wywczasom coś żwawego i czynnego. I bezwątpienia śmiała prostota ich kroju była wybornie dostrojona do figury pani Swann i do jej ruchów, a rękawy były jakgdyby zmieniającym się co dnia kolorem tych ruchów; możnaby rzec, że jest nagła decyzja w błękitnym aksamicie, łaskawy humor w białej tafcie, i że jakaś ostateczna i dystyngowana rezerwa w sposobie wysuwania ręki, przybrała, aby się ucieleśnić, postać czarnej crêpe de Chine, błyszczącej uśmiechem wielkich poświęceń. Ale równocześnie, owym sukniom — tak żywym — komplikacja ozdób bez praktycznego użytku, bez widocznej racji bytu, przydawała coś bezinteresownego, zamyślonego, sek-

30