Strona:Marcel Proust - Wpsc02 - W cieniu zakwitających dziewcząt 03.djvu/142

Ta strona została skorygowana.

czora, wiara, potem zburzenie wiary że mam poznać Albertynę, uczyniła mi ją, na przestrzeni kilku sekund, prawie obojętną, potem nieskończenie cenną; w kilka lat później, wiara, a potem utrata wiary że Albertyna jest mi wierna, sprowadziły analogiczne zmiany).
Zapewne, widziałem już w Combray, jak ból rozłączenia z matką zmniejsza się lub rośnie zależnie od godzin, zależnie od tego czym wchodził w jedną lub drugą z dwóch wielkich faz mojej wrażliwości. Ból ten był przez całe popołudnie równie niedostrzegalny jak światło księżyca dopóki błyszczy słońce, a z zapadnięciem nocy panował sam w mojej strwożonej duszy w miejsce zatartych i świeżych wspomnień. Ale tego dnia, widząc jak Elstir rozstaje się z dziewczętami nie zawoławszy mnie, pojąłem, że różnice wagi jaką mają w naszych oczach przyjemność lub zmartwienie, mogą zależeć nietylko od tej kolejności dwóch stanów, ale od przemieszczenia niewidzialnych wierzeń, które na przykład czynią nam bardzo obojętną śmierć, gdyż topią ją w świetle nierzeczywistości i pozwalają nam w ten sposób interesować się jakimś wieczorem muzycznym, który straciłby urok, gdyby, z zapowiedzią że mamy być zgilotynowani, wiara w której kąpie się ów wieczór rozprószyła się nagle. Tę rolę wiary — i o tem, coprawda, wiedziało coś we mnie — zna w nas wola; ale zna ją napróżno, o ile inteligencja i wrażliwość nadal jej nie znają; te są szczere, kiedy

138