Strona:Marcel Proust - Wpsc02 - W cieniu zakwitających dziewcząt 03.djvu/168

Ta strona została skorygowana.

możnaby dojść do dokładnego poznania jakiejś istoty, o ile to poznanie jest możliwe. Ale nie jest możliwe; bo podczas gdy korygujemy naszą wizję tej osoby, ona sama, nie będąc martwym objektem, zmienia się znowuż; chcemy ją pochwycić, ona zmienia miejsce, i myśląc że ją widzimy nareszcie jaśniej, pochwyciliśmy jedynie jej dawne obrazy, które zdołaliśmy oświetlić, ale które jej już nie przedstawiają.
Jednakowoż, jakiebądź nieuniknione zawody ma przynieść ów krok ku temu cośmy jedynie na chwilę ujrzeli, cośmy mieli możność sobie wyroić, krok ten jest jedyny zdrowy dla zmysłów, podsycający ich apetyt. Jakąż tępą nudą nacechowane jest życie ludzi, co przez lenistwo lub trwożliwość udają się wprost powozem do przyjaciół, których poznali nie marząc wprzódy o nich, nie śmiejąc nigdy w drodze zatrzymać się przy tem czego pragną.
Wróciłem, myśląc o tym podwieczorku, widząc ciastko z kremem, które skończyłem jeść zanim się zdecydowałem podejść z Elstirem do Albertyny, różę ofiarowaną starszemu panu, wszystkie szczegóły wybrane bez naszej wiedzy przez okoliczności i składające dla nas, w specjalnej i przypadkowej kompozycji, obraz pierwszego spotkania. Ale miałem wrażenie, że oglądam ten obraz z innego punktu widzenia, z bardzo daleka od samego siebie, zrozumiawszy że on istniał nietylko dla mnie, kiedy, w kilka miesięcy później, ku memu zdumieniu, gdym

164