Strona:Marcel Proust - Wpsc04 - Strona Guermantes 02-01.djvu/256

Ta strona została przepisana.

że jest jednym z filarów tak zamkniętego salonu. Bezwątpienia, to zadowolenie nie było wolne od trosk. I tak, za każdym razem kiedy księżna Parmy zapraszała Orianę, łamała sobie głowę, aby nie zaprosić nikogo, ktoby mógł być nie w smak pani de Guermantes i wystraszyć ją z jej domu.
W zwyczajne dnie (po obiedzie, który jadła zawsze w towarzystwie kilku osób, bardzo wcześnie, przestrzegając dawnego obyczaju) salon księżnej Parmy był otwarty dla stałych gości i wogóle dla całej francuskiej i cudzoziemskiej arystokracji. Przyjęcie odbywało się tak, że opuściwszy jadalnię, księżna siadała na kanapie za dużym okrągłym stołem, rozmawiała z dwiema najznaczniejszemi damami z tych które były na obiedzie, lub przeglądała jakieś ilustrowane pismo; grała w karty (lub udawała że gra, obyczajem dworu niemieckiego) bądź kładąc pasjansa, bądź też biorąc za prawdziwego lub rzekomego partnera jakąś wybitną osobistość. Około dziewiątej, drzwi do wielkiej sali otwierały się bez przerwy na oścież, zamykały się, otwierały kolejno aby wpuścić gości, którzy zjedli obiad na łapcap (lub, o ile byli na proszonym obiedzie, opuszczali kawę, powiadając że wrócą niebawem, licząc w istocie na to że „wejdą jednemi drzwiami a wyjdą drugiemi“), aby się

250