Strona:Marcel Proust - Wpsc04 - Strona Guermantes 02-02.djvu/186

Ta strona została przepisana.

. Nigdy nie przyszło mi na myśl spytać państwa de Guermantes, co oznaczały te laski, tak częste w pewnej koterji faubourg Saint-Germain. Może uważając całą parafję za swoją dziedzinę a nie lubiąc brać fiakrów, damy te robiły dalekie kursy, w których jakieś dawne złamanie nogi, wynikłe z nadużycia polowań i upadków z konia, lub poprostu reumatyzmy pochodzące z wilgoci „lewego brzegu“ i starych pałaców, zmuszały je do użytku laski. A może, nie zamierzając wyprawy tak dalekiej, zeszedłszy jedynie do ogrodu (niezbyt odległego od ogrodu księżnej Oriany) aby zerwać trochę owoców na kompot, zaszły powiedzieć dobranoc pani de Guermantes, nie przynosząc bądźcobądź z sobą sekatora ani polewaczki.
Książę zdawał się wzruszony tem, żem przybiegł do nich w sam dzień ich powrotu. Ale twarz jego zachmurzyła się, kiedym oznajmił, że przychodzę spytać księżnej, czy jej kuzynka naprawdę mnie zaprosiła. Dotknąłem jednej z usług, jakich państwo de Guermantes nie lubili oddawać. Książę oświadczył że jest za późno, że w razie gdyby księżna Marja nie przesłała mi zaproszenia, wyglądałoby że się przymawiam o nie; już raz (po wiedział książę) kuzynostwo odmówili mu tego; toteż nie chce w żadnej mierze, aby się wy-

180