Strona:Marcel Proust - Wpsc05 - Sodoma i Gomora 02-02.djvu/237

Ta strona została przepisana.

Fracasse, tak jakby ktoś powiedział Waligóra, Pedant.
— Sameś pedant, Zerbina! Nie, ależ on ma fioła — krzyczał Verdurin.
Pani Verdurin patrzała na gości śmiejąc się, tak jakby chciała usprawiedliwić Saniette’a.
— Zerbina! on sobie wyobraża, że wszyscy odrazu wiedzą co to znaczy. Jesteś jak pan de Longepierre, najgłupszy człowiek jakiego znałem, który powiedział tu kiedyś potocznie „Banat“. Nikt nie wiedział, o czem on mówi. W końcu dowiedziano się, że to jest prowincja Serbji.
Aby położyć koniec męce Saniette’a, którą odczuwałem bardziej od niego samego, spytałem Brichota, czy wie co znaczy Balbec.
— Balbec jest prawdopodobnie zepsute Dalbec — odparł. — Trzebaby zbadać akty królów Anglji, suzerenów Normandji, bo Balbec zawisłe było od baronji Duwru, z której to przyczyny powiadano często Balbec d’outre-mer, Balbec-en-Terre. Ale sama baronja Duwru była zawisła od biskupstwa Bayeux i mimo praw, jakie mieli czasowo Templarjusze nad opactwem począwszy od Ludwika d’Harcourt, patrjarchy Jerozolimy i biskupa Bayeux, biskupi tej djecezji byli kolatorami w dobrach Balbec. Wyjaśnił mi to dziekan z Doville, człowieczek łysy, wymowny, narwany i smakosz, żyjący w obserwancji reguł Brillat-Savarina; ten

233