Strona:Marcel Proust - Wpsc05 - Sodoma i Gomora 02-03.djvu/176

Ta strona została przepisana.

wahania przybrać nazwisko Charmel — dyskretna aluzja do miejsca ich schadzek. Morel wzruszył ramionami. Jako ostatni argument, p. de Charlus dodał nieszczęśliwie, że ma kamerdynera, który się tak nazywa. Obudził tem jedynie furję młodego człowieka.
— Był czas, gdy moi przodkowie byli dumni z tytułu pokojowca, marszałka królewskiego dworu — mówił baron.
— Był inny czas — odparł dumnie Morel — gdy moi przodkowie ucięli głowę pańskim.
Po odtrąceniu nazwiska „Charmel“, p. de Charlus gotów był już adoptować Morela i dać mu jeden z tytułów rodu Guermantes jakimi rozporządzał, ale — jak się okaże — okoliczności nie pozwoliły mu ofiarować skrzypkowi tego tytułu; zresztą p. de Charlus przekonałby się, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, że Morel byłby odmówił, wciąż przez wzgląd na reputację artystyczną, związaną z nazwiskiem Morel i na komentarze, jakieby to wywołało w jego klasie. O tyle wyżej stawiał ulicę Bergère od faubourg Saint-Germain. Narazie, trzeba się było panu de Charlus zadowolić wymianą symbolicznych pierścionków, noszących starożytny napis: PLUS ULTRA CAROL’S. Niewątpliwie, w obliczu przeciwnika z rodzaju którego nie znał, p. de Charlus powinien był zmie-

172