Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 02.djvu/157

Ta strona została przepisana.

zlokalizowane w ustach — które-to pragnienia, skoro raz się im pozwoli wzrosnąć, domagają się zaspokojenia, bez względu na następstwa; nie możemy się oprzeć chęci ucałowania obnażonego ramienia, na które patrzymy oddawna i na które wargi nasze spadają niby wąż na ptaka; ani zjedzenia ciastka łaknącemi zębami; ani odmówić sobie zdumienia, zmieszania, bólu lub wesołości, jakie rozpętamy w czyjejś duszy nieoczekiwanem słowem. W takim nastroju, zawczasu opiła melodramatem, pani Verdurin skłoniła męża, żeby wziął z sobą Morela i żeby się z nim rozmówił za wszelką cenę.
Zrazu Morel jął ubolewać, że królowa Neapolu wyszła, zanim go jej zdołano przedstawić. P. de Charlus tyle mu się napowtarzał, że to jest siostra cesarzowej Elżbiety i księżnej d’Alençon, iż panująca ta nabrała w oczach Morela niezwykłej ceny. Ale pryncypał wytłumaczył mu, że nie poto się znaleźli tutaj, aby mówić o królowej Neapolu i wszedł in medias res.
— Słuchaj pan — zakonkludował po jakimś czasie — jeżeli pan chce, zasięgniemy rady żony. Słowo honoru, nic jej jeszcze nie mówiłem. Zobaczymy, co ona na to wszystkie powie. Mój pogląd może być mylny, ale pan wie, jaką żona ma głowę; przytem ma dla pana niezmiernie wiele przyjaźni, chodźmy jej przedłożyć całą sprawę.
Pani Verdurin oczekiwała z niecierpliwością