Strona:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu/140

Ta strona została przepisana.

bystrością pojęć i logicznem rozprowadzeniem myśli, lecz nadewszystko jemu tylko właściwym stylem o peryodach symetrycznych i zaokrąglonych na wzór peryodów łacińskich.
Z działaniem jego na polu dziennikarskiem w ścisłym związku jest mało komu już teraz znana broszura, którą pod tytułem: Sprawa polska przed trybunałem kongresu europejskiego, wydał w Brukselli u Z. Gerstmanna, sześćdziesiątego czwartego roku. Zanosiło się wtenczas, lub zdawało się zanosić na kongres reprezentantów mocarstw, mający z inicyatywy Napoleona III załatwić odzywającą się znów głośno sprawę polską. W obec takiego zwrotu, który się przez czas niejaki gorętszym umysłom możebnym zdawał, uważał Cegielski za słuszne i korzystne dla nas, żeby areopag europejski głosem z kraju pouczony został o tem, co sam kraj, o którego losach rozstrzygać miano, myśli i pragnie; dla tego owa rozprawa wyszła niemal równocześnie w tłómaczeniu francuzkiem, zrobionem przez jednego z najbliższych jego przyjaciół. Dużo się w niéj słusznych i zdrowych myśli znajduje, które, nietylko ze względu na cel bezpośredni miały nie małą wartość, lecz i teraz pod niejednym względem na prawdzie i znaczeniu nie straciły. Dziwiło mnie wtedy (i nieraz się z nim sprzeczałem), że Cegielski, który czterdziestego szóstego roku, przy młodzieńczem jeszcze usposobieniu, bynajmniéj ówczesnych upojeń nie podzielał, dał się unieść powiewom sześćdziesiątego trzeciego roku i przez długi czas wierząc w jakieś możebności, spodziewając się nadzwyczajnych wypadków, wspierał, ile mógł, usiłowania daremne. Wspomniana jego broszura nie znalazła odpowiedniego rozgłosu, ponieważ kongres sam, a raczéj myśl o nim rozwiała się bez skutku, jak mnóstwo innych pomysłów i marzeń politycznych.