Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/130

Ta strona została uwierzytelniona.


mnicy wiodą; ale tych łodyg nie każ ogniem wytracać, tylko je ze mną w loch rzucić daj! A za dwa miesiące usłyszysz co nowego o mnie.
Król zezwolił, a tejże godziny, starca i całą kupę owych łodyg siwych cisnęli do lochu.
Byłby tam staruszek niechybnie z głodu zginął, ale mu przynosiła jeść córka dozorcy, młoda, śliczna i pracowita dziewczyna.
— A jak jej było na imię, nianiu?
— Na imię jej było Rózia. Rózia przychodziła codzień do lochu ze swoją przęślicą, na której przędła jedwab dla bogatej pani, i czekała aż się staruszek posili. Pewnego dnia namówił ją ów więzień, że zamiast jedwabiu naskubała włókienek z onego zielska, nawinęła na przęślicę i zaczęła prząść. Ze żartów, ot, bo myślała, że z tego nic nie będzie.
Tymczasem patrzy, a tu równiuteńka niteczka snuje jej się a snuje, aż wrzeciono furczy. Zadziwiła się bardzo, a że jej jedwabiu już brakło, zaczęła one włókienka prząść. Kiedy już tego dużo naprzędła, rzekł jej sta-