Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/167

Ta strona została uwierzytelniona.


Ale najchętniej opowiadał Szymon o przeróżnych ptakach. Ludzie go nawet w młodości jego zwali „ptasznikiem“, iż każdej ptaszyny obyczaj znał i głos naśladować potrafił. I teraz jeszcze umie on tak udać czy przepiórkę, czy derkacza, czy wilgę, jakby ptasie gardło miał i ptasi język. Dzieci wiedziały o tem, że starego najłatwiej wyciągnąć na gawędę o tych leśnych i polnych śpiewakach; zaraz też, jak się tylko skończyło opowiadanie o lisach, nie jedno, to drugie wołało:
— Szymonie, a o ptakach? O ptakach teraz!
— O wróblach! — odzywała się cienkim głosem Zosia, która się z niemi najlepiej znała, bo jej mak wydziobywały z ogródka.
Ale stary Szymon gardził wróblami.
— Co mi to za ptak, — mówił, co swobody nie umie zażyć, tylko się wiecznie gdzieś po śmietnikach, po podwórkach koło domu kręci. Prawdać jest, że dużo liszek tępi, z których się brzydkie owady i niszczyciele wszelakiej drzewiny lęgną; ale sam