Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/171

Ta strona została uwierzytelniona.


dną i zabielą pole i łąkę... Zaraz i żóraw nadlatuje z drogi, krucząc jękliwie pod cichem niebem i na łąki steruje i staje na wysokich nogach i otrząsa skrzydła siwe z tej mitręgi podróżnej, z tego cudzego pyłu i prochu, i chodzi sobie nadobnie po mokradłach a tępi żaby i płazy różne...
Już coraz cieplej, coraz piękniej na świecie. Nad lasem ciągnie słonka żółtawa z dzióbkiem bardzo długim; ptak wyborny w smaku, ale do ustrzelenia trudny, bo ostrożny bardzo i wysoko trzymający się w lesie; nad łąkami czajka krzyczy, kołując szeroko, żeby nikt upatrzeć nie mógł, gdzie gniazdko usłała...
Już się teraz zaczyna życie i wesele. Gdzie pójdziesz, gdzie staniesz, gdzie spojrzysz, — już ci furkot i trzepot ptaszy i przeróżne nutki i głoski... Wyjdziesz w pole, to cię skowronek wita; nie dojrzysz go, bo szarą strzałką wysoko w błękit leci; ale jużeś czapkę zdjął i oczy ku niebu na modlitwę podniósł, aby się onej ptaszynie Boga chwalącej wyprzedzić nie dać.
Idziesz w gaj, jużci uciecha nowa. Tu