Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/207

Ta strona została uwierzytelniona.


i popiersia z marmuru i bronzu. Tak byłem olśniony przepychem tej komnaty, że dopiero po chwili ujrzałem siedzącego nad wielką księgą człowieka. Czarno był odziany, na głowie miał płaską aksamitną czapeczkę, w koło siebie szkła powiększające, flaszeczki, cyrkle i różne drobne narzędzia, których użytku nie znam. Odwrócony był odemnie, alem spostrzegł jego delikatną, wychudłą rękę, którą był podparty. Naraz cudna muzyka rozbrzmiała w tej pięknej komnacie. Był to głos jakby organu, ale łączyły się z nim inne słodkie i przejmujące dźwięki nieznanych mi instrumentów. Wtedy człowiek podniósł głowę i zaczął śpiewać. Śpiewał o tem co piękne i co dobre na świecie i co mądre i co sprawiedliwe. Śpiewał o wielkich mężach, co zbudowali komnatę, malowali obrazy, napisali księgi, wyrzeźbili posągi i dobyli dźwięki cudne z muzycznych narzędzi. Śpiewał o ziemi i o niebie, o życiu i o śmierci, o myśli i o duszy, a kiedy śpiewał robiło się coraz jaśniej, jaśniej w komnacie owej, aż w najwyższym blasku ujrzałem twarz