Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/134

Ta strona została skorygowana.


Na cmentarzu huk, szum, trzask krzyżów, szczęk blach, łoskot sypiących się gruzów, pęd wirujących liści, wieńców i mogilnych prochów; jęk, wycie, skarga, łkanie, cała burza rozpaczy od nieba do ziemi.
Naraz ucicha wszystko. Mistral wypoczywa. A wtedy słychać prędkie, nierówne, naglące brzęki sygnaturki na dachu kostnicy.
I znów zrywa się wściekły zamęt szalonej wichury. Z przeraźliwym świstem, z rykiem i ze zgrzytem wpada mistral między krzyże, trzaska je, szamocze, obala, rwie darnie, miecie żwiry i garście trawy, ukazuje błyskawicznie nagość odkrytych z piasku kości. A nad tem huk jodeł, jak gdyby waliła się puszcza.
Taki jest ten cmentarz, na którym Garczyński leży...