Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/410

Ta strona została przepisana.


czyni to wyjątkowo tylko. O obrazach swoich mówi także mało; za wytworny jest na to, żeby odegrywać rolę cicerona. Mówi natomiast o kierunkach sztuki, a jeszcze chętniej o kierunkach filozofii, w której sferach obraca się poufale. Jest dyletantem życia, trochę epikurejczykiem, trochę stoikiem, w tem, co stoicyzm ma arystokratycznego w sobie. Pracownia jego jest świątynią piękna, a jej zadaniem jest wytwarzać atmosferę piękna, która jest przyrodzona atmosferą mistrza. Otacza się on nią i sam jest jedną z jej składających części.
Ma dużo książek, gdyż, chociaż lubi myśleć, myśl jego, roślina dość wątła, potrzebuje podpórek i pobudzeń z zewnątrz. Jest to umysł kombinujący, lecz nie konstruktywny.
Skoro ci raz drzwi swoje otworzył, jest ci rad szczerze; właściwie jemu samemu tęskno trochę do ludzi, lecz się boi otrzeć o pospolitość jaką i przeto ich unikać woli. Jak w umyśle jego, tak w urządzeniu pracowni panuje eklektyzm; wszelka jednolitość i bezwzględna stylowość zbyt byłaby krępująca dla niego. Pracownia jego nie przybiera przecież nigdy cech bazaru: co najmniej jest to muzeum. Różną wartość mają tam przedmioty: ale nie są z pośród nich wyłączone i takie, które mają tylko wartość pamiątek. Czy pamiątek osób? Bynajmniej: pamiątek stanów psychicznych, nastrojów samego mistrza. Jego własna psyche jest bóstwem tego kościoła.