Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/123

Ta strona została uwierzytelniona.


stonowana łuska przechodzi od bladego różu podbrzusza, do ciemnej purpury u grzbietowej skrzeli; srebrzą się od »płaskunów«; pstrzą, mienią od zielonkawych i modrych, żywą ochrą i karminem centkowanych makreli; roją od gliniastych, mrowiących się krewetek, od czarnomalachitowych węgorzy, od śniadych, rozedrganych minogów i wijunów morskich, na stosach których, tu i ówdzie, rozciąga się ważny i ogromny homar, próbując wolnym ruchem siły swoich nożyc. Towar szlachetny, pierwszorzędnej wartości i ceny. Handlarze i rybacy stłoczyli się około koszów w tęgo zwarte kupy. Setna wrzawa tam bucha, jak kipiątek z kotła. Głównem przecież ogniskiem wrzawy tej są asystujące sprzedaży wyrostki.
Ci, natychmiast po wyładowaniu koszów, za którymi to i owo zawsze się da chwycić, dzielą się na dwa obozy, z których jeden staje po stronie kupca, a drugi po stronie rybaka, i wtedy to, po każdem