Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/129

Ta strona została uwierzytelniona.


było... Pomarł z febry na statku, okręcie, na dalekiem morzu...
Do kancelaryi ją wołali, pan Mer pismo czytał... Dawno! Jeszcze wtedy nie była głucha. Dobry syn! Jedynak! Jak ta dusza w ciele!... Zlecił na nią pięć franków na każdziutki kwartał. Na pogrzeb to składa... Dobry syn!
...A morze szumi, a szumi, a mewy krzyczą, a krzyczą...
A jego nieboraka, deska śmiertelna kołacze o cmentarne wrota... Przypomina...
Tyle lat... Piotruś mu było!
...Wieje wiatr ode wschodu słońca — to deska kołacze... Wieje od zachodu — też kołacze, skrzypi...
A morze huczy, a szumi...
A mewy...
...Zna ona to wszystko, zna...
Wszysko to przeszło dla niej.

· · · · · · · · · · · · · · ·

Tymczasem rybny pociąg rusza ku Pa-