Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/132

Ta strona została uwierzytelniona.


nych wąsach, dziwaczny charakter fizyonomii daje. Tacy trafiają się wszakże tylko wpośród młodszych.
Ale weterani, którzy już z morzem skończyli rachunki i na łaskawy chleb do matki-ziemi poszli, ci golą całą brodę i dopiero u podgardla wypuszczają frendzlę żółtawych, martwych, wypłowiałych włosów.
Ot, jak ta kupka starych, co na boku stoi, barkom się przygląda podnosząc brwi siwe, mruczy i kręci drżącemi głowami, że niby za ich czasów... ho, ho!...
Co tu i mówić nawet!...
I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare i zadumują się, i na morze patrzą. Ale morze gwałtowne, zwycięzkie, zdobywcze, strojne w pióropusze silnej, młodej fali, odtrąca natężonym blaskiem i bojowym ruchem ich oczy mętne, struchlałe. Powieki drżą, opuszczają się, mrugają szybciej coraz. — Pierś dotrzymać nie może oddechem natarciu potężnych