Strona:Maria Konopnicka - Nowele (1897).djvu/248

Ta strona została skorygowana.


spełnienia jednego z najśmielszych przewinień, jakie przewiduje prawo. Wzywam was panowie przysięgli, abyście w niniejszym wypadku dali dobitny wyraz słusznemu oburzeniu waszemu, oburzeniu całego społeczeństwa!
Skończył, i jakby w tej chwili dopiero sam mowę swoją usłyszał, zadziwił się i osowiałym, niepewnym wzrokiem po obecnych powiódł.
Co u biesa! Taką pobłażliwość, taką miękkość w sobie czuł, a tak ostro palnął!
Nie miał zamiaru! Dalibóg, niemiał zamiaru! A patrz-że, duszeczka, jak wyszło! A?.. Ot przywyczka! Ot czyn! Udawał Iwan wilka, udawał, aż i kozę zdusił! A?..
Roześmiał się w sobie zcicha, machnął ręką i nieco ciężko opuścił się na fotel.
Tymczasem mały szmer powstał za stołem i w ławkach. Ten i ów poruszył się, zaszeptał, odchrząknął; ten i ów wyciągnął szyję, żeby spojrzeć na występny patyk.
Łyczkowa tabakierka krążyła pomiędzy świadkami. Ktoś kichnął, ktoś inny życzył mu zdrowia, tym poczciwym, chłopskim szeptem, co go to o pół stajania słychać, ktoś ziewnął, aż mu w szczękach trzasło.
Ale woźny posuwał się milczkiem na sam brzeg ławki i pilnie ku stołowi patrzył, jako, że to strzeżonego i sam Pan Bóg strzeże. Nikt wszakże, chwalić Boga, nie poglądał ztamtąd. Za drzwiami tylko, w zimnej, poczekalnej izbie słychać było szurganie stóp bosych i wycieranie nosów żałosne, płaczliwe, z we-