Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/115

Ta strona została skorygowana.


ność w tem wszystkiem, co mu na duszę czarem Ukrainy pada. A kiedy Zoryna przegraża swawolnie: »No, zobaczysz!« — on, już cały w głos jej, do bezwoli, do bezpamięci wsłuchany, echem powtarza: »No, zobaczę!«.
I widzi. Dziw widzi, cud, przemienienie zupełne rzeczywistości na ów »sen na kwiatach«, którego odtąd nigdy już nie prześni. Nie dziewczęta widzi, nie czarnobrewy płoche, wiejące w powietrzu mglistą bielą szatek, ale Rusałki, tajemnicze boginki stepowe, odprawujące taniec swój wróżebny. Widzi objawienie sił przyrody stepowej, widzi samo wcielenie czarów Ukrainy.
I natychmiast jakaś niespodzianość, jakaś nieobliczalność wchodzi w jego życie duchowe, jako czynnik nowy i wskroś fantastyczny, a świat mu się mieni w oczach tak, że tych kilku, śmigających po zroszonej trawie tanecznic policzyć nie jest w stanie.
»...Trzy, pięć, siedem, do dziesięciu«.
Ile właściwie, tego nikt nie zgadnie. Bo już czar działa. Już ogarnął oczarowanego ten przedziwny, prawdziwie poetycki zawrót głowy, który mu nietylko rzeczywistość zdmu-