Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/125

Ta strona została skorygowana.


ki, zagrzmiały janczarki; hukiem, rozhukiem wzleciały echa gromkie. I uczyniło się jakieś ogromnie junacze »powitanie stepu«, pławiącego się w słońcu i kurzawie, kipiącego życiem i bojową pieśnią, upojonego męską siłą i swobodą. I buchnął step szczękiem i brzękiem orężnym, buchnął grzmotem okrzyków, wiwatów, wystrzałów, trąb, kotłów, piszczałek i litaurów szumnych.
A wtedy urodziła się pieśń nowa, pieśń stepowej swobody, junacza pieśń — dumka.
Rytm jej, to bicie stalowych kopyt po stepowym szlaku; to wesoły poszum rozwitych na wietrze proporców, to zanoszenie się tysiąca męskich, rozgorzałych głosów.
Rytm jej, to »szturm do Stawiszcz«, grzmot moździerzy, granie haubic. To ten zgrzyt, jaki Czarniecki, »nasrożywszy lice, czyni na popłoch żołnierstwu«. To okrzyk pomsty i trzaskanie w szable, gdy ginie kochanek i bohater Ukrainy — Daszko. To przeraźliwe rżenie konia, wpadającego między obozowe ognie samoluz, z pustem siodłem, z którego wicher bitwy zmiótł Bieniawskiego Janusza. To nadewszystko muzyczny tętent »wronego«, na