Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/17

Ta strona została skorygowana.


hoduje, w najtkliwszem przytuleniu, wprost na swojem łonie.
Ten futor Zuja znachora, ta miodna a wonna pasieka, to tylko zamówka, żeby pacholę jak najbliżej przy sobie zatrzymać. Jakoż nakryła je burzanami tak, że ani ono świata, ani świat jego długi czas nie widział. I póty nie puściła, póty nie powierzyła »Laszy«, póki go na amen nie zaczarowała. Póki go nie zaczarowała tak, że stał się wskroś jej obrazem, jej dźwiękiem, jej echem.
Śmiało rzec można, iż żaden z naszych poetów nie miał duszy tak zupełnie roztopionej w rosach, tak pachnącej kwieciem, tak strumieniącej potokami, tak ufnie oddającej siebie ziemi-rodzicielce, bez innego pragnienia nad rozpłynięcie się w niej, zagubienie, zatracenie.
Jakoż, wsłuchawszy się w Bohdanowe pieśni, słyszymy w nich bezpośrednio prawie głosy przyrody ukrainnej, tak, jakbyśmy słuchali szumu wiatru, szeptu traw, furkotu skrzydeł ptasich, huku wód Dnieprowych, lub szerokiego uciszenia stepu.
Stąd muzyczność pieśni tych wibrująca, rozstrzenna, falista, wyprzedzająca w swoim cza-