Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/171

Ta strona została skorygowana.


A potem, alboż Zaleski już się nie przestarzał?
Inne czasy, inne pieśni...
Istotnie. Dawno już roztrzęsiono ten snop wonnego kwiecia, który się poezyą Bohdanową zowie.
Dawno wybrano z niego i zszeregowano poosobno okazalsze i pomniejsze kwiaty.
Że jednak w snopie owym nie było kłosów, z którychby zaraz ziarno pożytków oczywistych można było brać, osądzono go lekkim, i owszem, powiedziano sobie, że na rychłe uwiędnięcie skazany, zeschnąć i wypłowieć musi.
Nie zauważono wszakże, iż ten snop stepowego kwiecia, do poezyi naszej wniesiony, rozszerzył wprost granice jej piękna, het precz, aż po Kahorlik, po Liman Dnieprowy; że tchnął w nią ogromnie nową, świeżą woń kwiecia, które się u nas nie rodzi, i że ta woń weszła do atmosfery poezyi naszej jako czynnik dopełniający i wzbogacający, który dyszeć w niej będzie nazawsze szerokim, wolnym tchem stepu.
A i tego nie zauważono, że jeśli nawet