Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/176

Ta strona została skorygowana.


Oto jeden z tych wielkich, z tych głębokich rysów.
A drugi ten:

Ojczyzna — stanem moim dozgonnym.

A kiedy tułacz mówi: »ojczyzna«, to tak, jak gdyby mówił: tęsknota.
Bo jestto przedewszystkiem »śpiewak tęskniący«. Ledwo z oczu step stracił, już »mokrą mruga powieką«, już wie, że jego »chaty tu niema, że daleko, daleko!«.
To »daleko« staje się tonem wszystkich pieśni jego. Nawet Warszawa nie odmuchuje mu mgły Dnieprowej, ni puchów bodiakowych z duszy. Chodzi po niej, sumuje z Dumką Mazepy na ustach, a tylko dyszy, z której strony wiatr stepowy ciągnie. O Warszawie powiada, że był tam, jako barwinek z bujnej ziemicy, w piasek Mazowiecki wszczepiony.
Chuchali, dmuchali przyjaciele, iż przeżył nieco, sami jednak widzieli, że mu grunt nie nada.

Toż Ukrainiec nie na Ukrainie
I wiek przepłacze swój, i marnie zginie.