Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/18

Ta strona została skorygowana.


sie wszelką teoretyczną zasadę takiego właśnie tworzenia. Stąd ich rozlewność prześpiewna, ich dopełnianie się westchnieniami jakby, temi charakterystycznemi »och« i »ach« Bohdana, które, jeśli nie zawsze odpowiadają istotnej potrzebie czytanego wiersza, znajdują za to nieomylne swe usprawiedliwienie w potrzebie chwycenia tchu, lub wyrzucenia tchu! z rozśpiewanej piersi.
Stąd ich gubienie się, rozśpiewanie w echach różnogłosych, podawanych do wtóru od nieba do ziemi. Stąd i to czarodziejstwo, które sprawia, iż jedno zaniesienie się głosu, jeden dech pieśniowy rzuca nas w jakieś bezbrzeża, w jakieś nieobjęte, nieprzejrzane dale.
Spróbujmy-no głosem, zaciągnijmy-no piersią:

Hej, step mój ojciec, sicz moja matka,
Orłowie ci — rodzina! —

a otoczy nas, widomie niemal, taka siność powietrzna, takie morze wolnych, szerokich błękitów, że tylko skrzydła na nie kłaść — i lecieć, lecieć, lecieć...