Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/20

Ta strona została skorygowana.


zaniesie, tam i rzut ręki silniejszy; a gdzie śpiew mdleje i opada, tam i kształt zaciera się, gaśnie.
Stąd żadna z tych postaci nie jest i nie może być posągiem, ale każda ma coś żywego, ma coś drgającego w sobie. Coś, co nie zdołało, zda się, ostygnąć jeszcze po dotknięciu ręki poety. Przyjrzyjmy no się tym jego panom Czepichom, panom Hołowatym, Jazłowieckim, Swierczowskim; tym jego panom Koszowym, panom Sahajdacznym, jak się to rusza, jak gra wszystkiemi fibrami konia i człowieka; jakie to lekkie, sprawne, polotne, a spostrzeżemy, że postacie te dźwięczą poprostu jakimś wnętrznym rytmem. Otóż ta to muzyczność Bohdanowej pieśni, nietylko z rytmu tonu, ale i z rytmu linii płynąca, nadaje pieśniom tym szczególnie świeżą i pierwotną krasę, podpatrzoną w naturze jakimś szóstym zmysłem, który jest i widzeniem razem, i razem słyszeniem i czuciem, zaostrzonem niebywałą wrażliwością na muzykę słowa.
Przyczyny wszakże tego próżnoby szukać w rozmyśle artystycznym: w tym rozmyśle, który z całego mnóstwa barw, linii, świa-