Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/31

Ta strona została skorygowana.


nie poddaje się wpływowi jego biernie; owszem, przeciwstawia mu niezwykłą energię, najpierw odporną, a potem nawet zaczepną. Prosty i daleki od subtelności, zamyka się w takiej niezdobytej twierdzy, w jakiej żaden filozofujący umysł zamknąćby się nie potrafił.
Kiedy Mickiewicz wyzywa go — słowiczka swego — na lot, na pieśń »wyśnionym snom«, »minionym łzom«, Bohdan w lot się nie zrywa i w śpiew nie uderza, ale wychyla głowę z gęstwy stepowych burzanów, w których się dusza jego kryje, i zupełnie jakby to uczynił kozak, na czatach stojący, rozgląda się ostrożnie i pyta:
— »Kto? Z jakich stron?«
A to: »z jakich stron?« pokazuje wyraźnie tę etnograficzną domieszkę do psychicznej natury Bohdana. Owszem, etnograficzną w naturze tej przewagę.
Więc choć zaraz spostrzega, że to »bliźni duch«, spostrzega zarazem, że strony — nie swoje. A jak strony nie swoje, to tam i robić co niema. Chociaż tedy wezwanie ono »niewoli słuch«, nie niewoli duszy. Jakoż wstrzy-