Strona:Maria Konopnicka - Szkice.djvu/49

Ta strona została skorygowana.


dusza niewidoma«, więc nie manifestująca się żadnym, z góry powziętym zamiarem. Kiedy, owszem, w brew wszelkiemu zamiarowi, pełna jest »czegoś z nieba, czegoś, czegoś, co nie słucha«, i tak prześwieca Bogiem, jak na pogodę cicha okolica prześwieca złotem, szerokiem łyskaniem.
Bo śpiewać o Bogu z zamiarem opiewania go, może tylko duch potężny, wielki. Nieskończenie potężniejszy i większy niżeli był duch Bohdana.
Wyzywał wprawdzie Mickiewicz Zaleskiego na taki »Hymn Dawidzki«, ale Zaleski wyzwaniu temu nie odpowiedział hymnem. Nie miał orlego »Zołotoszponu«, którymby trącić mógł w struny Dawidzkiej harfy.
Nie był też »wyhodowan na proroka«, choć była chwila, w której się co do tego łudził.
Pieśń jego nie mogła »proroczyć o Bogu«, mogła nim tylko dyszeć i dźwięczeć. Bóg — nie mógł być jej treścią; mógł tylko być jej tonem, jej barwą, jej blaskiem.
A jest to zjawisko bardzo logiczne i bardzo ściśle związane z naturą tej duszy przepłynnej, echowej, iż w niej tak samo, jak w przy-