Strona:Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Szkicownik poetycki.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.
36

Dziś, gdy liczna gromada wróbli przybyła pod moje okno, gdzie im rzucam codziennie bułkę, siemię i owsik, narzuciło nam się podrastające kurczę, gwałtownie połykając co się tylko dało.
Biegało na żółtych gwiaździstych stopach, płochliwe i natrętne równocześnie.
Własność sąsiadów, łakomie hodowana na rodzinny, niedzielny stół. Odczuwam głęboką antypatję do tego ubogiego stworzenia i próbuję odgadnąć jej przyczyny.
Brzydota? Nie. Ropucha nawet znajduje w sercu mojem przytułek! — To co innego. Może za wiele wkoło tego pierzastego dziecka atmosfery ludzkiej, zapachu gospodarstwa kuchennego, w którem się obraca los jego nieszczęsny.