Strona:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu/29

Ta strona została przepisana.

Mówił pan Ksawery, że dostaniemy 6300 rs., a tymczasem, co ja wiem, to za różne kontrybucje i nałogi poszło 4000 rs. A resztę potrąci sobie bank i zostanie mydło. Magazyn pewnie te same “ratniki” pomogli okraść, a teraz i magazyn odsypuj, i za tych stróżów płać. Żeby to kto w książce opisał, toby powiedzieli — ot łże. A to wszystko przebyć musisz.
— Chyba nie wytrzyma! — rzekł Wiktor.
— Iii, plewa odleci, ziarno zostanie. Jak pocznie pan Ksawery rozpowiadać, ile tu i jakich gości bywało, to i wierzyć się nie chce, jakim cudem jesteśmy. Grele zostaną, pani nie wypuści. Ja po prawdzie nie wiem jakim sposobem, ale pani tak powiedziała. Musi wiedzieć.
Zaszli do szopki przy młynie. Było tam w kącie szuwarem przykryte zboże. Zaczęli je młócić, coraz wyzierając przez drzwi, czy kto nie nadchodzi. Machali cepami do późnego wieczora, potem, schowawszy ziarno, poszli do dworu. Po wieczerzy do stancji Siemaszków w oficynie przyszła stara Monika, ochmistrzyni, Drozdowski, pisarz prowentowy, stary Kacper, kredencarz, i zaczęli gwarzyć.
— Gadali, że pan w partji był, panie Drozdowski? — rzekł Wiktor.
— To czemu nie złapali! — zaśmiał się zagadnięty i dodał poważnie: — Brat i szwagier w partji byli, mnie pani nie puściła, stara matkaby sama została, a teraz i siostra z dziećmi przy niej siedzi. Szwagier w bagnie pod Horycą został, brata wzięli. Chciało mi się iść, my z panem Ksawerym pod Horodłem byli. Zdawało się wtedy: musi nasza być! Tyle narodu, i taki naród, i gdzie on!
— Na nasienie w ziemię poszedł, a siła wzięli i powieźli, że to dobry ród! — rzekł gorzko Siemaszko.
— Dziad mi o Horodle opowiadał, i mieli i my pójść, tylko com wtedy nogę wywichnął, a potem gadali, że nie dopuszczą, wszystkich połapią. A gdzieżby nas podzieli. Toć narodu było tysiące i tysiące. Jużci od nas nie puszczali przez Bug, aleśmy się przekradli w nocy czółenkiem. A potem i do miasteczka nie puścili, no, to my pole pokry-