Strona:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu/41

Ta strona została przepisana.



III.

Nastała zima i cichość osiadła po całym kraju. Nie było po miasteczkach wojska, bory stały puste i głuche, po drogach mało kto się snuł, wsie, upojone zrazu wolnością, zaczęły zapadać w troskę o dalszy byt, o grosz na podatki i czynsze, dwory, zrujnowane, wycieńczone kontrybucjami, ucichły, istniały jakimś cudem, lub opustoszałe czekały licytacji czy nabywcy.
Niewiele zresztą zostało, bo siedm uległo konfiskacie, a w trzech właściciele byli nieobecni, wyjechali wczas przed ruchawką zagranicę. W Kozarach osiadł od niedawna nowy właściciel, generał Grozow.
Miasteczko tylko jedno wyglądało po ruchawce lepiej, niż przed nią. Przybyło kilku urzędników, żydowskie kramy dostały szyldy, odmalowano cerkiew, założono nową miejską szkołę, i pan Abram Papirny, najruchliwszy kupiec i faktor wojennego naczelnika, zbudował na rogu rynku nowy podwał dla sprzedaży wódki.
Naprzeciw jego posesji na drugim rogu stał dom stary, murowany, z gankiem na słupach, otoczony ogrodem i przytykający do cerkiewnego probostwa, a należący zdawiendawna do Hrehorowiczów. Po konfiskacie Kozar chciał ojciec Afanasij, błagoczynny, posesję dostać dla cerkwi, ale okazało się, że stanowiła własność pani marszałkowej z Grel, więc Abram Papirny otrzymał polecenie takową ziemię za niewielkie pieniądze nabyć. Kościół parafjalny stał przy głównej ulicy, murem od niej odgrodzony, niegdyś zakonny, miał za sobą opuszczony gmach klasztorny, gdzie mieszkał proboszcz i służba kościelna, i dalej ogrody i pole, sięgające do rzeki.
Była tedy zima i 23 grudzień, gdy do Abrama Papirnego przyjechał rano jego krewny, arendarz z Kozar.