Strona:Maria Rodziewiczówna - Jaskółczym szlakiem.djvu/257

Ta strona została przepisana.

Zebrały się rzeczy panny Felicji, wdowy i wyprawka Jadwisi, zawarta w dwóch starych walizach.
Pani Zofja spieszyła do domu, bo nazajutrz miała sprawę w sądzie.
Oddając Ricie walizy, córkę i klucze, zarazem opowiadała Różyckiemu proces i pytała o radę.
Na podwórzu panował ruch i rozgardjasz okropny. Kostuś rozrywał się na wsze strony, służba rogalska biegała, panna Felicja komenderowała obwiązywaniem pakunków i cichaczem ocierała łzy.
Nareszcie o południu otwarto naoścież bramę i uśmiechnięty, na swym wysokim koźle, w ramie z płótna budy, ukazał się zacny Alkone Krum, targając lejce niesfornej czwórki.
Bryka stanęła pod gankiem, zaczęto ją wypełniać tłumokami.
Kostuś i Rita pilnowali liczby i porządku.
— Siedm kufrów naszych, dwa Jadwisi — rachował młody człowiek.
— W Rogalach przybędzie jeszcze ze siedm — śmiała się Rita.
— Kostusiu, wyjmijcie czarny kufef, znalazłam tu jeszcze trochę drobiazgów! — zawołała panna Felicja.
— Masz tobie! Kufer na samym spodzie. Ciocia nie ma nade mną litości!
— To ja ją będę miała! — odezwała się pani Helena. — Wezmę cioci drobiazgi do swego tłumoka. Jest szczęściem na wierzchu. Muszę go jeszcze otworzyć.
— Mamo, ja chcę do tego białego domku! — napierała się Tola, ciągnąc ją za rękaw.
— Rito — zawołał Różycki — gdzie są papiery panny Jadwigi? Pani Zofja ci oddała.
— Chodźcie na śniadanie! — wzywała panna Stefanja.
— Muszę iść do regenta!... Zapomniałam wziąć weksle — wołała pani Zofja.
Wśród tej wrzawy Alkone zapewniał Ritę o pośpiechu swych koni, a Szymon wydawał rozporządzenia Jurkowi co do zaprzęgu.