Strona:Maria Rodziewiczówna - Kądziel.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.

pierzyn i poduszek na łóżku? To nie ma konsekwencji.
— Przy tym ołtarzyku trzeba zbierać dwór cały do wspólnej modlitwy.
— Ciekawam kogo! Oprócz nas dwóch wszyscy są innego wyznania.
— Mój Boże! Tem bardziej należy ich oświecić i nawracać! To obowiązek.
Tu się oburzyła pani Taida.
— Czy pani dotąd żyła na księżycu, żeby podobne mrzonki prawić. A zresztą, pani daruje, ale naszym wspólnym obowiązkiem jest tylko siebie zbawić i drugich nie gorszyć. Do oświecania i nawracania są misjonarze i księża, a nam wystarczy być wyznawcami. Powtóre, pani tu przybyła pracować, a nie katechizować i modlić się. Jeśli zaś pani żądna nabożeństwa, znajdzie je pani w innej formie, lecząc i doglądając chorych, których tu nie brak. W takiej modlitwie stanę pani zawsze do współudziału.
— Ja miałam nadzieję, że chociaż w święta pani tu ze mną się pomodli! — westchnęła panna Klara.
— Tu nie, bo te obrazki czyniłyby mi tylko roztargnienie, a lampki strach pożaru tych papierowych kwiatów. Ale jeśli pani lubi taką dekorację, to niech ją dla pani siebie zachowa. To forma, byle treść była w pani religji, to i dobrze — i z tem opuściła pani Taida „celę.“