Strona:Mark Twain - Tom Sawyer jako detektyw.djvu/113

Ta strona została przepisana.

Jest oznaczona na mapie! U nas nazywa się „Brodawką”.
Pomyślałem sobie: „Młodzieńcze, nie byłoby dla pana bezpiecznie opuścić sie na nią i nazwać ją tam głośno takiem zaszczytnem przezwiskiem”.
Skończywszy ze sprawą mego pochodzenia, przepuścili mnie przez bramę, komunikując mi, że odtąd mogę być zupełnie spokojny — żadne dalsze nieprzyjemności mnie nie spotkają.
Potem odwrócili się ode mnie i zabrali się znowu do swojej roboty, uważając widocznie, że co do mnie wszystko już wyjaśnione.
Byłem tem dość zdziwiony, ale nie zdecydwałem się powiedzieć im o tem. Bo widzicie, bardzo mi się nie chciało tego robić; poprostu żal mi było im przeszkadzać — mieli taką masę roboty. Dwa razy decydowałem się już machnąć ręką i zostawić wszytko tak, jak jest; dwa razy zbierałem się ruszyć w drogę, i za każdym razem myśl o tem, jak ładnie będę wyglądał, pokazując się publicznie w takich łachmanach, natychmiast mnie powstrzymywała. Urzędnicy zaczęli już wytrzeszczać na mnie oczy, dziwiąc się temu, że stoję, jakgdybym przyrósł do miejsca. Nie mogłem dłużej znieść tej sytuacji — była już nazbyt niezręczna. A więc zebrałem się na odwagę i dotknąłem rękawa starszego urzędnika.
— Hę? — zapytał. — Pan jeszcze tutaj? Czego pan sobie życzy?
Złożyłem ręce w trąbkę, przyłożyłem je do jego ucha i powiedziałem półgłosem:
— Proszę mi wybaczyć i nie uważać mnie za natręta, ale czy pan o czemś nie zapomniał?
Pomyślał chwilę i zauważył: