Strona:Maryan Gawalewicz - Szkice i obrazki.djvu/22

Ta strona została skorygowana.

łą wprawę w chwytaniu największej ilości bułek i owoców, które później za byle co, razem z innymi zapaśnikami, odsprzedawał napowrót straganiarkom miejskim.
Kiedy późno wieczorem wrócił do domu z Rękawki, zgrzany, spotniały, okurzony, oczy mu świeciły, jak u kota, rumieńce płonęły, jak listki piwonii, na obu policzkach. Z zadowoleniem mrugał do mnie konfidencyonalnie i pobrzękiwał pieniędzmi w kieszeni, aby się pochwalić zyskiem.
— Są grosze, są! — powtarzał i ukradkiem przeliczał z kieszeni do kieszeni, garść koprowiny. — Ale, ale... ja tu dla pana także cosik przyniosłem — dodał, przypomniawszy sobie nagle. — Ot, patrz pan...i wyjął z węzełka kilka potłuczonych jabłek i powalanych błotem bułek, które najmniejszego apetytu nawet w głodnym wzbudzić nie mogły.
— Trochę się to upaćkało, spadając — mówił — ale się obetrze, niech pan spróbuje, ja wybrałem umyślnie co najlepsze dla pana i zaczął połą surduta wycierać błotniste plamy z jabłek, aby mnie uraczyć swojemi zdobyczami... Dobra — zachwalał, obgryzając połowę bułki, bardzo dobra,. dalibóg dobra.To wszystko świeże pieczywo, tylko trochę na słońcu szczerstwiało... No, niech pan chociaż skosztuje!
I musiałem się przełamać rękawkowym chlebem z chłopcem, aby go nie zrazić za zbyt może naiwny objaw dobrego serca. Piasek chrupał mi w zębach, przy każdym kęsie i przełknąć nie mogłem ani kawałka zachwalanej bułki; za to Teodorek, zapomniawszy, że mnie wyłącznie ofiarował swą zdobycz, w zapale opowiadania zmiatał jedno jabłko po dru-