Strona:Maurycy Karasowski - Fryderyk Chopin t.II.djvu/181

Ta strona została przepisana.

sposób: „Kochani moi współziomkowie, dowody waszej miłości i uznania jakie mi tu okazujecie, wzruszają mię do głębi duszy. Chciałbym wam to słowami okazać, ale niestety nieposiadam talentu oratorskiego. Lecz jeżeli łaska, proszę was, chodźcie do mnie, a na dowód mojej wdzięczności, zagram wam na fortepianie“. Grzmot oklasków był odpowiednią na to przemówienie. Powstali wszyscy z miejsc, udając się in corpore za mistrzem do jego mieszkania.
Chopin jakkolwiek znużony, zebrał wszystkie siły swoje i grał z małemi bardzo przerwami aż do drugiej godziny po północy. Nigdy jeszcze jego Polonezy, Mazury i improwizacye, niebyły serdeczniej przyjmowane, jak od tego grona słuchaczów, stęsknionych od dawna do dźwięków muzyki narodowej.
O owym to czasie pisał Chopin do swego przyjaciela Grzymały:[1]

„Londyn, czwartek 11 maja 1848.

Najdroższe życie. — Wracam z włoskiego teatru. Jenny Lind pierwszy raz tego roku

  1. Oryginały tych listów, znajdują się w zbiorze innych pamiątek po Chopinie, będących własnością Ks. Marceliny Czartoryskiej. Uprzejmości tej dostojnej pani, zawdzięczamy możność drukowania ich tutaj.