Strona:Maurycy Karasowski - Fryderyk Chopin t.II.djvu/217

Ta strona została przepisana.

lub zaprasza go do siebie, aby się mógł tem pochwalić, albo popisywać, umiał Chopin wnet takiej próżności koniec położyć. Pewien bogacz, co zaprosił go dlatego głównie na objad, aby później grą swoją gości mu zabawił, gdy zbyt natarczywie na niego nalegał, aby koniecznie zasiadł do fortepianu, Chopin wymawiając się, odpowiedział: „Ach panie, ja tak mało jadłem!“

A jednak, gdy miał przekonanie, iż gra jego może komu być istotnie przyjemną, jeżeli nią mógł wyświadczyć innym przysługę, wtedy daleki od myśli drożenia się nią, szczodrą ręką sypał skarby muzyki swojej. Znany historyk Louis Blanc, opisując śmierć Godfryda Cavaignac'a, bratanka sławnego generała, opowiada[1]: „iż krótko przed zgonem, chory wyraził chęć posłyszenia jeszcze raz muzyki. Louis Blanc znał osobiście Chopina, więc oświadczył, że pójdzie go zaraz odszukać i przyprowadzi, jeżeli tylko lekarz nie ma nic przeciwko temu. Gdy nawet sama pani Cavaignac dołączyła prośbę swoją, aby to jak najprędzej stać się mogło, Louis Blanc pobiegł do artysty, oświadczył o co idzie, a ten natychmiast oddał się pod jego rozkazy. Zaprowadził Chopina do komnaty, gdzie stał lichy fortepian. Gdy tenże

  1. „Histoire de la Révolution de 1848“. T. II.